3 Obserwatorzy
23 Obserwuję
Elilaya

Elilaya

Czerwony Hotel

Czerwony Hotel - Graham Masterton Czytałam już wiele książek Grahama Mastertona, znam tego pisarza i wiem czego mniej więcej można się po nim spodziewać i do tej pory jeszcze nie żałowałam, że sięgnęłam po jego książki. Zawsze zapewniają dobrą rozrywkę mimo iż jest pisarzem dość nierównym. Sięgnęłam po "Czerwony hotel" z ciekawości, co też ten pisarz tym razem wymyślił... Mamy tym razem akcję dziejącą się w tytułowym, czerwonym hotelu. Jest on nawiedzony przez duchy, różne wymiary na siebie się nakładają, jedna z bohaterek miewa proroczy sen dotyczący tego miejsca, jej brata i oczywiście niej samej. W rozwikłaniu zagadki pomaga Sissy, kobieta medium przepowiadająca przyszłość z kart. Cóż.. zaintrygowana opisem sięgnęłam po tę książkę oczekując dobrej rozrywki, poza tym uwielbiam mroczne tajemnice, paranormalne sprawy i wróżenie z kart. I nie zawiodłam się.. dostałam wszystko czego oczekiwałam. I zdecydowanie jest dla mnie najlepszą książką Mastertona jaką do tej pory przeczytałam. Wielu ludzi uważa, że książka jest za słaba na horror, narzekają, że za mało straszna i że w ogóle jest jakaś nijaka. A mnie się właśnie to wszystko najbardziej podobało i tym razem w tej książce znalazłam to czego brakowało mi w innych książkach tego pisarza. Znalazłam tą magię, tę niepewność mimo przewidywalnej akcji. Znalazłam tę otoczkę, która powinna towarzyszyć makabrze przez całą książkę. To coś co zalega gdzieś w głowie, sercu, organizmie, trzyma i nie puszcza aż do zakończenia. Książka nie jest przesadzona w makabryczne opisy, wszystko jest dawkowane w odpowiednich proporcjach, że czytelnik nie czuje przesytu, nie ma poczucia, że horror w zasadzie jest śmieszny i żałosny aniżeli straszny. Kolejny plus to duchy, które nie są przesadnie ubarwione, tylko przedstawione w sposób prosty, jednocześnie wzbudzający niepokój. Ja przyznam się, że miałam ciarki na ciele gdy była o nich mowa. Tak, boję się duchów i jak w książkach występują zawsze odczuwam taki lekki hmm.. dyskomfort myślowy? nie wiem czy mogę użyć takiego określenia, ale jest ono trafne. Ale.. jednak muszę się czegoś uczepić. Troszeczkę niektóre motywy z książki przypominały mi "Lśnienie" pana Kinga. Możliwe, że Masterton się inspirował dziełem swojego kolegi po fachu albo mu pozazdrościł popularności lub po prostu to zwykły zbieg okoliczności. W każdym razie to wrażenie towarzyszyło mi podczas czytania. Niemniej jednak książka jest bardzo dobra, zupełnie inna od tych, które już przeczytałam, jakby innym stylem napisana. Pozytywne zaskoczenie. I takie historie bardzo lubię. Polecam. Zapraszam na bloga: http://elilaya.blogspot.com/